„Wielki Marynarz” – Catherine Poulain


Tytuł: Wielki Marynarz

Tytuł oryginalny: Le grand marin
Tłumaczenie: Agata Kozak
Autor: Catherine Poulain
Wydawnictwo: Literackie
Data premiery: lipiec 2017
Ilość stron: 376
ISBN: 978-83-08-06359-0









Książka, która uzyskała 8 nagród literackich i zdobyła świat, podbijając serca nawet francuskim krytykom. Czy mnie również zaskoczyła swoją oryginalnością?

Poznajemy historię Lili, która zapragnęła życia niedostępnego dla kobiet. Życia na zimnych wodach, wśród klnących mężczyzn, pracując fizycznie na statku rybackim. Poznajcie Lili –kobietę rybaka. 
„Stawiać opór. Walczyć o życie z żywiołami, które zawsze będą od nas potężniejsze, silniejsze. Szukamy wyzwań, chcemy iść do końca, umrzeć albo przeżyć.”
Już sama autorka jest osobą ciekawą i wartą poznania. W wieku 20 lat opuściła dom i wybrała się w podróż po świecie. Chwytała się ciężkich prac fizycznych, by zarabiać na życie. Zajmowała się wytwarzaniem konserw rybnych w Islandii, pracowała w barze w Hongkonkgu, zbierała jabłka i produkowała syrop klonowy w Kanadzie, a przed odesłaniem do Francji pływała 10 lat na kutrach rybackich na Alasce. „Wielki Marynarz” jest zapisem podobnych wydarzeń, pewnym dziennikiem autobiograficznym

Lili może stać się inspiracją dla wielu współczesnych kobiet, choć odradzam jej naśladowanie. Naprawdę, podziwiam za tak odważną decyzję, ale również wyczuwam w tym wyborze odrobinę ludzkiej głupoty. Bohaterka porzuciła bowiem swoje życie w słonecznym mieście, na rzecz zimnych wypraw, ciężkiej pracy, nieprzyzwoitych warunków i dyskryminacji. I choć nie znamy jej pobudek, to nie przeszkadza nam to w ocenianiu jej postanowienia. Jeśli miałabym ją opisać pod kątem swojego zachowania, to wydaje się być silną, zdeterminowaną i naturalną bohaterką, która nie pozwala sobie wchodzić na głowę. Do czasu. Zdarzają jej się chwile słabości, ale nigdy nie wątpiła w słuszność swojej decyzji. Nawet wtedy, gdy ból fizyczny był nie do zniesienia. Walczy z wulgarnymi komentarzami ze strony mężczyzn, z gorszym traktowaniem i niechlujstwem, by udowodnić wszystkim, że nadaje się do tej typowo męskiej roboty. 


Temat jest oryginalny i wyróżnia się na tle innych powieści. Niestety wykonanie nie do końca mnie do siebie przekonało. Ciężko było mi się wbić w wątek, pozostać przy nim i z zaciekawieniem przewracać kolejne kartki. Lektura zajęła mi ponad miesiąc, bo musiałam robić dłuższe przystanki pomiędzy rozdziałami. Spowalniał mnie również ten marynarski slang, określenia typowe dla tej grupy, choć dzięki niemu mogłam lepiej wczuć się w klimat opowiadania. Co nie zmienia faktu, że nie mogłam przez nią przebrnąć. 

„Wielki Marynarz” jest powieścią niewątpliwie niekonwencjonalną, a to wszystko przez jego treść. Podczas czytania miałam wrażenie, że zasłuchuję się w morskiej opowieści. Nie było one podkoloryzowane, ale prawdziwe, okraszone cierpieniem, samotnością i ogromną walką. Książka dopracowana jest również pod względem psychologicznym, ponieważ główna bohaterka zmaga się z problemami natury egzystencjalnej, podając w wątpliwości sens istnienia. Jej dusza jest mocno poraniona, a co za tym idzie – w swoje wypowiedzi czy myśli wplata niedosłownie informacje o bólu, który wielokrotnie rozdziera jej serce. Jednak tak jak wspominałam wyżej  nie jest to publikacja dla wszystkich. Mi brakowało w niej płynności i akcji, brakowało mi zagłębienia się w jakikolwiek temat, brakowało mi również zrozumienia i większych emocji. Niestety nie potrafię zrozumieć jej fenomenu.


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackie!

Catherine Poulain – Urodzona w 1960 roku w prowansalskim Manosque, w wieku 20 lat opuściła dom, by odtąd zarabiać na życie pracą fizyczną. Zatrudniła się w wytwórni konserw rybnych na Islandii, w barze w Hongkongu, przy zbiorze jabłek i produkcji syropu klonowego w Kanadzie i 10 lat spędziła na kutrach rybackich na Alasce, nim w 2003 roku urząd imigracyjny odesłał ją do Francji. Dziś pracuje dorywczo przy winobraniach w Médoc i na alpejskich łąkach wypasa stado 700 owiec. Pierwszą wersję książki napisała 30 lat temu, żaden z wydawców francuskich nie był jednak zainteresowany publikacją. Po latach, pod wpływem spotkania z pisarką Anne Vallaeys, napisała drugą wersję. Ta okazała się wielkim sukcesem.
Zobacz więcej >

TOP 3 LIPCA – PODSUMOWANIE


Lipiec to czas urlopów, więc i luźnych postów. Dziś zapraszam Was na  jego podsumowanie.

W tamtym roku czas pędził, a ilość książek przeczytanych rosła w zastraszającym tempie. Tak dla odmiany rok 2017 jest rokiem spokojnym. Miesiące płyną, stosik powoli rośnie, a ja buduję swoje życie od podstaw. Co roku je buduję, co roku coś je burzy. Muszę mieć dużo siły, by przezwyciężać te trudności, więc czytam bardzo mało. Częściej odpoczywam. Zapraszam na TOP 3 lipca.


♦ Historia Mademoiselle Oiseau  Andrea de La Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt



Za magię i dużą dawkę optymizmu. Za paryski klimat i osobliwą damę, której kot chodzi na zakupy. Za powrót do dziecięcych klimatów.

♦ Replika  Lauren Oliver



Za współczesny temat. Za świeże spojrzenie na świat. Za nietypową konstrukcję, która trochę wybiła mnie z rytmu. Za dwie, równie ciekawe perspektywy narracji.

 Światło, które utraciliśmy – Jill Santopolo


Za wzruszenie i złamane serce. Za poruszenie tematu tragedii, o której trzeba pamiętać. Za przemyślenia głównej bohaterki. Za siłę i emocje. Za piękne metafory. Za zakończenie.



A jakie są Wasze ulubione książki z lipca? :)
Zobacz więcej >

„To, co nas dzieli” – Anna McPartlin


Tytuł: To, co nas dzieli

Tytuł oryginalny: The Space Between Us
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Autor: Anna McPartlin
Wydawnictwo: HarperCollins
Data premiery: czerwiec 2017
Ilość stron: 416
ISBN: 978-83-276-2838-1
Autorka rozkochała mnie w sobie książką „Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu”, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po jej kolejną powieść. 

Eve Hayes i Lily Brennan to najlepsze przyjaciółki. Rodzina Eve traktuje Lily jak drugą córkę, one zaś kochają się jak siostry. Niestety dzieje się coś, co rozdziela najbliższe sobie osoby. Czy los ponownie postawi je na swojej drodze? Czy dorosłe już kobiety, będą w stanie się znów zaprzyjaźnić? 
Tutaj umrę. Mam nadzieję, że u ciebie wszystko w porządku, Ben. Przepraszam za ten wieczór. To był mój największy i najgłupszy błąd. Chyba cię kocham. Chyba zawsze cię kochałam.
To, co nas dzieli rozczarowało mnie na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim warto zaznaczyć, że akcja stoi w miejscu, choć lata wciąż lecą. Czas mija, a nasi bohaterowie pozostają bez zmian. Mam wrażenie, że przez całą książkę mamy do czynienia z nastolatkami, którzy nie są do końca pewni, kim chcieliby być. To jest zarówno minus, jak i plus, bo stawiają pytania dotyczące swojej egzystencji, stają przed dylematami moralnymi.
Nadjeżdżał ku nim samochód, Eve zobaczyła światła. Nagle poczuła silne uderzenie w nogi i coś wyrwało dłoń Bena z jej uścisku. Nie zemdlała, ale wszystko wydawało się surrealistyczne, jak przyjemny sen, który zamienia się w koszmar. W jednej sekundzie patrzyła na Bena, w następnej tkwiła w fotelu pasażera pędzącego auta. Wiedziała, że jej połamane nogi sterczą przez wybitą przednią szybę.
Kolejnym podpunktem jest absurd. Niektóre teksty są kompletnie pozbawione logiki. Mam tu na myśli czynności i zachowania postaci. Powyższy fragment jest jednym z wielu, który potwierdza moją teorię. Kobieta stoi na ulicy, uderza w nią samochód i nagle znajduje się w środku pędzącego auta, a jej nogi sterczą przez wybitą szybę. Jak?

Uczucia, a dokładniej ich brak. Owszem, były momenty, kiedy coś zakuło mnie w sercu na samo wyobrażenie danej sceny, ale częściej czytałam z obojętnością malującą się na mojej twarzy i będącą w moim wnętrzu. Po pewnym czasie zaczęłam wątpić w to, o czym tak naprawdę jest ta książka. Wokół czego kręci się fabuła. Znudzona i zgarbiona pod ciężarem zawodu, przewracałam kolejny kartki, by jak najszybciej znaleźć ten moment kulminacyjny, środek całego przedsięwzięcia. Nie znalazłam.

Bardzo podobał mi się ten zabieg z listami i mieszaniem perspektyw. Naprzemiennie oglądamy świat oczami Eve i Lily, a pomiędzy czytamy ich listy z czasów nastoletnich. Podobał mi się również humor charakterów. Dziewczyny raczą nas dowcipami, a w dialogach potrafią być ironiczne i zabawne. Często się przez to uśmiechałam.

To mogłaby być piękna książka. Anna McPartlin udowodniła już, że potrafi poruszyć każdą strunę naszego wnętrza. Mam wrażenie, że miała po prostu słaby okres w życiu, przez co nie podarowała mi emocji w najnowszej książce, tylko pobieżnie przeleciała przez temat przyjaźni, niepewności, niedobranych par i w pewnym sensie problemów psychicznych. Całe szczęście ma tak wyrobiony warsztat, że czyta się szybko. A może czytało się szybko, bo nie zagłębiałam się w dane zagadnienia?



Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu HarperCollins!
Zobacz więcej >
Z książką do łóżka © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka